Początki rozszerzania diety, dwie małe dziewczynki siedzą w krzesełkach do karmienia.


 Temat rozszerzania diety od samego początku spędzał mi sen z powiek. Kiedy Zuzka zaczynała swoją przygodę z jedzeniem wydawało mi się, że się przygotowałam. Uparłam się na BLW, przeczytałam poradnik, który zapewne zna każda mama małego szkraba i zabrałam się do roboty. Oesu ile ja się przy tym nak*rwiłam. Ile nerwów straciłam. A i pies mi się rozbestwił bo pozwalałam jej wyjadać resztki z podłogi. 
 Z Manią już się tak nie cackałam. Zaczęłyśmy od słoików bo szczerze to ja aktualnie ledwo ogarniam siebie i dzieci a co tu mówić jeszcze o gotowaniu warzywek na parze i sprzątaniu tego pierdolnika.

Oznaki gotowości. 

Kiedy zacząć? Każda mama zadaje sobie na pewno to pytanie. W teorii nie wcześniej niż przed ukończeniem 4 miesiąca ale zalecenia mówią jednogłośnie aby wstrzymać się do momentu, kiedy maluch będzie wykazywał oznaki gotowości. Najczęściej dzieje się to około 6 miesiąca. 

Jako podwójna mama powiem Wam jak to wyglądało u nas. Kiedy Zuzia była na tym etapie nie mogłam się doczekać bo to takie super, z przelewającej się kluchy stała się nagle sztywnym bobaskiem, wiec i rozszerzanie diety to już taki „krok ku dorosłości”. Wystartowałam od 4 miesiąca wbrew zaleceniom i co? I dupa blada. Zero oznak gotowości to czego ja się spodziewałam? Nie wiem. 

Jakie są te oznaki?

Do najważniejszych zaliczamy te, kiedy dziecko stabilnie siedzi z podparciem i nie wypycha wszystkiego językiem z buzi. 
Zuzia ani nie siedziała ani nie dała sobie włożyć nic do buzi, wszystko wypluwała. Zatem same widzicie, że to nie tylko czyjś wymysł ale przede wszystkim natura. 
Kiedy zaczęłam rozszerzanie z Manią, ta ładnie siedziała z podparciem i nie wypluwała nic. Zaczęłyśmy od słoików. 
Za czasów Zuzy posiłki ze słoika to było w moim mniemaniu samo zło, kasze tylko bio - ogólnie rzecz ujmując włączyła mi się matka wariatka. 
Efekt tego taki, że dzięki BLW miało nie być problemów z jedzeniem w późniejszym czasie a jest tak, że mamy stały repertuar posiłków, bo każda próba wprowadzenia czegoś nowego najczęściej kończy się fiaskiem. 
Warzywa? Broń Boże! Żadnych warzyw, chyba że są zmiksowane albo wyjątkowo dobrze ukryte.

Mania zaś niepewnie próbowała nowości ze słoików, najpierw były próby po jednej - dwie łyżeczki, później zjadała pół słoika a teraz potrafi wciągnąć cały jak jej coś naprawdę posmakuje. Chrupki kukurydziane dostaje w rączkę i pożera je w takim tempie, że nie nadążam jej dokładać No i kasze na kolacje, żeby lepiej spała. To ostatnie rozwiazanie narazie testujemy ale kasza stała się już nieodłącznym elementem wieczoru. 

Jak się w tym nie pogubić? 

Na pierwszy ogień w teorii powinny iść warzywa, bo jak dziecko pozna najpierw słodycz owocu to później nie będzie chciało jeść warzyw. 
Zuza zaczęła od cukinii a dalej już wiecie jak było. Mania rozpoczęła eksplorację smaków od jabłka. Pewnie zastanawiacie się teraz jak to? A No tak to, że Misiek jadł owe jabłko trzymając ją na kolanach a ona najzwyczajniej w świecie dopadła się do niego (tego jabłka). Gdyby to było coś, czego nie mogłaby spróbować to na pewno nie dopuścilibyśmy do takiej sytuacji ale skoro to jabłko to why not?! Poszliśmy na żywioł. I nieprawdą jest, że dziecko nie będzie chciało jeść później warzyw - Mania wcina warzywne słoiczki, aż jej się uszy trzęsą. Ale jest jedno ale! Jest więcej niż pewne, że nie lubi marchewki i zdecydowanie ma to po mnie.
Papki mieszamy tez już z kawałkami, które dostaje do rączki i równie świetnie sobie z nimi radzi. 
A chrupki kukurydziane to aktualnie moje wybawienie. Jestem w stanie w spokoju wypić kawę i chwilę odsapnąć.

O czym jeszcze warto pamiętać? 

Żeby wprowadzać nowe składniki pojedynczo. Pomaga to szybko wyeliminować ewentualny alergen z diety dziecka. 
No i przede wszystkim o bezpieczenstwie. Nie spuszczamy oka z dziecka podczas jedzenia a podstawy pierwszej pomocy mamy w małym paluszku. 
 
Nie wiem jak historia potoczy się z Manią, dowiemy się dopiero za 0,5-1 rok czy historia lubi się powtarzać czy może nastąpi zwrot akcji w temacie jedzenia. Jedno jest pewne. Nie spinam się już tak ze wszystkim i słucham głównie swojej intuicji a nie pseudo ekspertów. Przestałam się biczować i wmawiać sobie dziwne rzeczy a także dbam o swój komfort psychiczny i Wam też to polecam. 

Ciekawa jestem jak wyglądają Wasze doświadczenia z rozszerzaniem diety? Dajcie znać w komentarzach jak to wspominacie. 

Buziaki,

N.



1 komentarz:

  1. Nie ma chyba Mamy, która nie odczuwałaby strachu w obliczu zbliżającego się rozpoczęcia rozszerzania diety swojego dziecka. Kompletujemy najlepsze sztućce i talerzyki, a na końcu okazuje się, że jedzenie najlepiej smakuje z tacy krzesełka. Zdecydowanie warto podejść do tego z dystansem, choć łatwo powiedzieć! Niemniej warto mieć na uwadze słowa tych, którzy przeszli tę drogę i odłożyć emocje na bok. Do pierwszego roku życia podstawą diety dziecka jest mleko matki/mleko modyfikowane. A czas rozszerzania diety to poznawanie różnorodnych smaków i struktur, które ułatwią im przejście do pokarmów stałych.

    OdpowiedzUsuń