2021 w zdjęciach

2021 był dla nas łaskawy.

Pod wieloma względami to był dobry rok. Były też gorsze momenty, wiadomo, ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Czyż nie?

Styczeń

Początek roku był dla nas bardzo spokojny. Pierwszy trymestr drugiej ciąży, który okazał się niemalże identyczny jak w pierwszej - dopadło mnie tylko chroniczne zmęczenie i to było najtrudniejsze do przetrwania, bo Zuza miała już coraz krótsze drzemki. Dlatego właśnie spałam z nią ile się dało. Były to tez początki rozszerzania diety. Postawiliśmy na blw i Zu świetnie sobie poradziła, jadła wszystko a najbardziej smakowały jej pomidory w każdej możliwej postaci dlatego często zajadała się spaghetti. 
Styczeń był tez dla Zuzi bardzo aktywnym miesiącem jeżeli chodzi o rozwój ruchowy - zaczęła siadać i zbierała się do raczkowania. 
W styczniu wyznaczyłam sobie cele na ten rok, które częściowo zrealizowałam, częściowo przeorganizowałam z biegiem czasu, a niektóre porzuciłam po czasie bo okazało się, że zmieniłam priorytety i cele te nijak miały się do aktualnej sytuacji.

Luty

W lutym wiele się nie zmieniło, sen nadal był moją nadrzędną potrzebą ale jakoś to życie ogarniałam. Raz
lepiej raz gorzej, ale dawałam radę. Zuza za to gnała do przodu tak, że ciężko było nam nadążyć. Im bardziej była ruchliwa tym więcej bałaganu było wokół. Wszędzie chciała wejść, wszystkiego dotknąć/spróbować. Oczywiście nic w tym dziwnego jak to z każdym dzieckiem bywa. 
W lutym pierwszy raz zaliczyliśmy sanki (pożyczone, bo pierwszy śnieg spowodował braki nawet u producentów) i było to dla niej tak emocjonujące, że spała po 5 minutach 😂
Było pierwsze sushi i mango lassi i tak jak to pierwsze nie do końca zasmakowało mojej dziewczynce, tak koktajl myślałam, ze połknie razem z kubkiem. Zaliczyliśmy też pierwsze buju i zaczęła się historia z chodzeniem przy meblach, od tamtej pory wszędzie jej było pełno i człowiek nie mógł usiąść spokojnie nawet na 5 minut.

Marzec

Marzec to nasz miesiąc rocznicowy i choć w tym roku świętowaliśmy skromnie to i tak spędziliśmy wspólnie super czas. Odwiedziliśmy zwierzątka w Zoo, Zuza zachwyciła się rybkami ale pewnie dlatego, że do dużych kotków nie dotrwała 😅. 
W marcu zabraliśmy ją pierwszy raz na basen i wtedy była zachwycona. Cieszyła się, taplała się w wodzie z zachwytem. Dużo spacerowaliśmy, głównie po lasach bo stronimy od dużych skupisk ludzi. 
W marcu zaczęłam mocniej skupiać się na instagramie i założyłam bloga. Zawsze chciałam być aktywna w internecie ale miałam jakąś blokadę, która nie pozwalała mi się otworzyć. Zbytnio skupiałam się na ocenie innych ludzi i teraz właśnie widzę ile ten blog dał mi dobrego. Przede wszystkim nie spinam się i przestała obchodzić mnie opinia, o którą nie pytałam.

Kwiecień 

W kwietniu napisałam post o wyprawce i pobił on rekordy popularności. Listę do druku pobrały tysiące osób a ja nabrałam wiatru w żagle. Nauczyłam się newslettera, dzięki wyzwaniom Dominiki z KFS nauczyłam się jak robić lepsze zdjęcia i jak obrabiać je w darmowych programach. 
Zaczęłam świadomą pielęgnację włosów, która przyniosła znakomite rezultaty. 
Na Wielkanoc Maniowy brzuch był już tak wielki, że postanowiłam przyozdobić go jak pisankę. Moja siostra malowała go chyba z 3 godziny a ja sobie w tym czasie smacznie spałam 😅
W kwietniu dopadł nas Covid, ale na szczęście przeszliśmy go całkiem łagodnie. 
Cały czas szukałam swojej drogi w internecie.

Maj

Majówka była pod znakiem Urszicakes i najpyszniejszych ciastek pod słońcem. Pojechaliśmy pierwszy raz i przepadliśmy, od tamtej pory staramy się wybrać raz na jakiś czas. 
W maju byliśmy na pierwszych urodzinach córki mojej najlepszej przyjaciółki i wtedy Zuza miała tak naprawdę pierwszy raz kontakt z większa ilością dzieci. Bałam się bardzo jak zareaguje a ona była tak pochłonięta zabawą, że nawet nie zwracała na nas uwagi. Bardzo jestem z niej dumna, że tak świetnie sobie radzi. 
Buju wpisało się w codzienną rutynę, Zu zaczęła też poszerzać swoją strefę komfortu o place zabaw. Aktualnie mamy już swój ranking warszawskich placów zabaw i może jest to dobry pomysł na osobny post? 🤔 niech tylko zrobi się ciepło 😊
Miłośniczka pomidorów zaskoczyła nas mocno, podczas wizyty we włoskiej knajpie zjadła cała dorosłą porcje kremu z pomidorów. 

Czerwiec

Końcówka ciąży mnie mocno przetyrała, wieeeelki brzuch i upały nie idą w parze. Do dziś dziękuję za to, że wpadłam na promkę birckenów i w końcu zdecydowałam się na zakup, bo są to najwygodniejsze klapki na świecie, szczególnie na spuchnięte stopy.
Czerwiec to urodzinowy miesiąc Zuzy. Tak, ta panienka 4.06 o 21:08 skończyła roczek. Były balony, był tort i dmuchanie świeczki, a no i oczywiście prezenty 😄
Jedliśmy masę przepysznych rzeczy, jak co miesiąc zresztą i powoli przygotowywaliśmy się na przyjście Mani.  

Lipiec 

Odliczałam już dni do porodu i modliłam się, żeby przyszedł szybciej niż planowano. Piekłam ciasta, żeby nie myśleć o porodzie. Cholernie bałam się wywoływania a finalnie na tym właśnie się skończyło bo Mani nie spieszyło się na świat. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że przekornie moja walizka była gotowa do porodu a ja wcale. Bałam się cholernie tego momentu bo już wiedziałam co mnie czeka. Oczywiście niepotrzebnie bo trafiłam na wspaniałą położną, która poprowadziła poród bez zarzutu. 26.07 o 12:40 Marianka była już z nami i się zaczęło.

Sierpień

Korzystaliśmy ze słońca ile się dało, niemalże codziennie byliśmy na placu zabaw a ja cieszyłam się życiem bez brzucha. Planowaliśmy jakiś krótki wypad nad morze ale nieposkładało się w tym roku wcale. W sierpniu nawet trochę jeszcze spaliśmy, Mania oczywiście z nami mimo wielu zapewnień, ze na bank będzie spała w dostawce 🤷🏼‍♀️
Lato tego roku upłynęło nam pod znakiem lodów rzemieślniczych, odwiedziliśmy wiele różnych miejsc na mapie Warszawy i znaleźliśmy nawet swoje top3 o czym informowałam Was na stories. Poza lodami jedliśmy dużo pysznych rzeczy, odwiedzaliśmy fajne miejsca. A co najważniejsze - obserwowaliśmy jak kiełkuje w maleńkim ciałku Zuzi bezgraniczna miłość do swojej siostrzyczki. Jestem wzruszona bo nie przypuszczałam, że tak małe dziecko może tak kochać drugiego człowieka.

Wrzesień 

We wrześniu wciąż były grane place zabaw, ale już z coraz mniejszą częstotliwością z uwagi na coraz gorszą pogodę. 
Zaczęliśmy swoją przygodę z cateringiem dietetycznym ze względu na wygodę przy dzieciach, pewny posiłek w ciągu dnia i urozmaicone posiłki. Pierwszy catering, który wybraliśmy był przepyszny, zawsze na czas ale niestety znalazłam robaka w jedzeniu wiec byłam zmuszona do zmiany dostawcy. Druga firma to była jedna wielka porażka. Pomylone zamówienia, brak dostaw, o jakości produktów nie wspomnę.
 We wrześniu tez nauczyłam się odpuszczać. Kiedy miałam do wyboru porządek w mieszkaniu a zabawę z dziećmi zawsze wybieram to drugie i nie mam już z tego powodu wyrzutów sumienia. 
Pierwszy raz braliśmy tez udział w Restaurant Week. Było smacznie ale bez szału, następnym razem zrobię solidniejszy reaserch przed wyborem knajpy :) 

Październik 

Nasza niefortunna historia z pudełkami trwała jeszcze w październiku bo wykupiliśmy długi okres czasu nie biorąc pod uwagę, że może być coś nie tak. Jedyny plus to zmiana nawyków żywieniowych i utrata wagi. W 1,5 miesiąca schudłam 6kg i postanowiłam to kontynuować. Aktualnie mam -22kg od porodu, a 18kg jeszcze przede mną. 
Najlepszy moment października to ten, kiedy Zu dostała w prezencie huśtawkę. Przez dwa tygodnie to była najlepsza zabawa i usypianie szło jak z płatka. Niestety radość nie trwała zbyt długo jak to z każdą zabawką. 
Zostałam samozwańczą plackową królową bo to jedno z nielicznych dań pewniaków a o 5:00 rano moja kreatywność smacznie śpi. 
W październiku odkryliśmy najpyszniejszą włoską pizzę w Warszawie i nasze życie zmieniło się bezpowrotnie. Karmiliśmy wiewiórki w Łazienkach Królewskich, spacerowaliśmy po lasach i polubiliśmy się z dynią. Sernik, makaron i babeczki to moje popisowe dania dyniowe. Październik pod względem pogody wykorzystaliśmy na maksa, w ostatni piękny weekend mieliśmy piękną sesję rodzinną dzięki Monice. 
Październik zakończyliśmy halloweenowym wyjściem tylko we dwoje. Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy.

Listopad

W listopadzie zaczęłam bardziej interesować się wideo, korzystałam ile wlezie z darmowych tutoriali na instagramie, ale czułam, że jeśli chce wejść na wyższy level to nie wystarczy. Pod koniec miesiąca byłam już szczęśliwą posiadaczką kursu nagrywania wideo telefonem i cieszyłam się z tego jak dziecko z nowej zabawki. Właściwie to nadal się cieszę. 
Wróciłam do lumpowania i od razu znalazłam cudne legginsy, obiecałam sobie, ze zacznę ćwiczyć i jak zwykle nic z tego nie wyszło. Kupiliśmy sobie tez ebooki z ćwiczeniami i matę, więc skoro nowy rok to może i nowi my 🤔 haha. Szkoda, żeby się kurzyły. 
Z końcem miesiąca świętowaliśmy tez 30. Miśka.

Grudzień 

Grudzień to mój miesiąc. 31 lat stuknęło mi nawet nie wiem kiedy. Rozpoczęłam kurs wideo, który poszerzył mi perspektywę, pozwolił spojrzeć z innej strony na moje dotychczasowe życie zawodowe. Dzięki niemu zyskałam więcej pewności siebie, uwierzyłam w swoją wartość i swoje umiejętności. Nareszcie odkryłam czego chce od życia i na jakich zasadach. Idąc za ciosem kupiłam sobie mentoring biznesowy, aby dalej się rozwijać i poszerzać swoje kompetencje. 
Czas świąt miał być czasem spokoju i odpoczynku, życie jednak lubi pisać własne scenariusze. Pod koniec roku trochę się wszystko pokiełbasiło ale wierzę, że tylko dlatego, żeby wejść w Nowy Rok bez tych ciężarów, które często ciągną nas w dół i nie pozwalają osiągać swoich celów. 

Jak wspomniałam na początku rok 2021 był dla nas dość łaskawy i choć było kilka trudnych momentów to wyszliśmy z nich jeszcze silniejsi. Osiągnęłam swoje dwa główne cele, które założyłam na początku roku:
- rozwój osobisty - zdobyłam kilka nowych umiejętności, przestawiłam głowę z „nie da się” na „oczywiście, ze to zrobię”, przeczytałam kilka fajnych ebooków rozwojowych i wiem na pewno, że w 2022 będę kontynuować to postanowienie
- spadek wagi 15kg do końca roku. Spadło 22kg i cel ten zostaje ze mną bo 18kg jeszcze mam do zrzucenia ;) 
 
Poza tym plany na 2022 mam dość ambitne ale pozostawię je póki co dla siebie. 
 
Pochwalcie się koniecznie jak wyglądał Wasz rok, czy osiągnęliście założone cele? A może nic nie planujecie? 


Buziaki,
N.


Brak komentarzy: