Pewna siebie Dziewczyna idąca chodnikiem, w centrum Warszawy, w tle widać pałac kultury

Jak do tego doszło? 

Swoją przygodę z lumpeksami rozpoczęłam jeszcze w gimnazjum. Nie była to miłość od pierwszego spotkania, trochę się tego wstydziłam, trochę nie wiedziałam jak się tam odnaleźć. Wpadałam czasem, bardzo rzadko ale nie zdarzyło sie abym wyszła z pustymi rękami. Pamietam jak w jednym lumpie znalazłam torebkę typu shopper, mieszczącą a4 w karmelowym kolorze. Oczywiście ze skóry. Kosztowała zawrotne 10zł. I co i co? Nie wzięłam jej. To było jakieś 15-17 lat temu a ja do dziś żałuję, że jej nie kupiłam. Przez to właśnie na chwilę straciłam zamiłowanie do lumpowania. 

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy próbowałam wskrzesić tę miłość, ale kiedy zobaczyłam ceny w tutejszych second handach trochę mnie zamurowało i odpuściłam bo zarabiałam wtedy grosze a 150-200zł za kilogram powala.

Magia zaczęła się dziać kiedy przypadkowo wpadłam do jednego lumpeksu będąc w moim rodzinnym mieście. Trafiłam akurat na dzień -50% i pierwszy raz naprawdę się obłowiłam. Wyszłam z dwiema torbami pełnymi ciuchów a wydałam niespełna 100zł i od tamtej pory to był stały punkt programu podczas wizyty w rodzinnych stronach. Powoli zaczęłam też odkrywać inne miejsca a moja szafa zaczela pękać w szwach. Co najlepsze moje stylówki wzbudzały ogromne zainteresowanie wśród dziewczyn w pracy a na każde pytanie „wow skąd to masz?” odpowiadałam dumnie z szerokim uśmiechem „z lumpa”. 
Kompletując garderobę w lumpeksie na początku brałam wszystko co wpadło mi w oko i wyglądało ok po założeniu. Spodnie dobrej jakości, swetry i płaszcze z wełny, kurtki jeansowe, no wszystko czego dusza zapragnie. Kiedy miałam juz bazę zastanawiałam się czego jeszcze potrzebuje i szłam na lumping z konkretnym celem. 
Pamiętam jak chyba w 2017 roku był bum na męskie bluzy z kapturem i karmelowe długie płaszcze. Postawiłam sobie za cel znalezienie właśnie tych dwóch rzeczy. I nie zgadniecie! Obie rzeczy znalazłam w pierwszym lumpie, do którego weszłam, a żeby było śmiesznej bluza kosztowała jakieś grosze a płaszcz na wagę w cenie z tego dnia wychodził ok 100zl ale pomyślałam sobie „trudno, marzyłam znalazłam to biorę”. Podeszłam z nim do kasy i za plecami kasjerki ukazał mi się plakat, z którego wynikało, ze kurtki i płaszcze w tym dniu kosztują po 10zł za sztukę. Czułam się jakbym wygrała los na loterii. I niech mi ktoś powie, ze to nie przeznaczenie. 
Kolejny przykład sprzed kilku tygodni. Pomyślałam, że może w końcu ruszyłabym swoje cztery litery i zaczęłabym ćwiczyć. Taka luźna myśl. Kilka dni później wpadłam na szybki przegląd do mojego ulubionego lumpa i co? Znalazłam super fajne legginsy za 10 zł, szybko wygooglowalam markę i okazało się, że nówki sztuki kosztują ponad 200zł. No nie mogłam ich nie wziąć. I tym oto sposobem muszę się wziąć do roboty…

Czemu czuję dumę ubierając się w lumepksach? 

- kupuję ubrania świetnej jakości za grosze (np. Żakiet z kaszmiru, lniana koszula, wełniany sweter czy kultowe Levis’y - każde nie więcej niż 15zł za sztukę)

- nosze unikaty. Najbardziej nie lubię wyglądać tak, jak pół miasta, a ubierając się z drugiej ręki mam tę pewność, że nie spotkam nikogo ubranego tak samo.

- dbam o ekologię - lepiej kupować odzież, która i tak jest już w obiegu niż dawać sieciówkom przyzwolenie na produkowanie 4-6 kolekcji w ciągu roku czy na marnowanie wody (wyprodukowanie jednego t’shirtu to 2500l wody a dla porównania - wanna ma ok 200l).

Oczywiście nie twierdzę, że nie kupuję nic w sieciówkach, owszem zdarza się. Kupiłam sobie czarne klasyczne dresy adidasa będąc jeszcze w ciąży. Po 4-5 praniach wyglądają jak szmata - sprany kolor, zmechacenia materiału. Oczywiście reklamacja odrzucona i 159zl psu nie powiem gdzie. Noszę je nadal bo przecież nie wyrzucę ale za te pieniądze kupiłabym na pewno coś lepszej jakości. 
Buty też kupuję nowe (w 99%). Zdarzyło mi się raz, że kupiłam buty z drugiej ręki ale miałam pewność, że są prawie nowe bo kupiłam je od znajomej. 

- można znaleźć piękne dziecięce ubranka nawet do 5zł za sztukę. Moje dziewczyny tak jak i ja mają 80% szafy z drugiej ręki. Ubranka dziecięce są najczęściej bardzo dobrej jakości oraz często w stanie idealnym. 

Jak szukać, żeby znaleźć?

Jest kilka prostych zasad, których wystarczy się trzymać, choć nigdy nie mamy 100% gwarancji i trzeba się z tym liczyć. 

1. Cierpliwość i wytrwałość - poszukując tej idealnej rzeczy trzeba poświęcić czas na przejrzenie wszystkiego, wieszak po wieszaku. Nie da się tego przeskoczyć. Tzn. da się ale nie mamy pewności, że jakaś perełka nam nie umknęła.

2. Pakowanie do kosza wszystkiego w czym widzimy potencjał. Może się okazać, że na wieszaku coś wygląda bardzo niepozornie a po założeniu dzieje się magia, może też okazać się na odwrót. Kluczem tu jest mierzenie każdej rzeczy, która wpadła nam w oko.

3. Sprawdzanie metek ze składem. Warto szukać naturalnych materiałów bo można mieć je za grosze a skóra nam podziękuje za wełnę zamiast poliestru. Nagle okazuje się, ze zimą wystarczy cienki sweter z kaszmiru zamiast kilku warstw plastiku (czyt. Poliestru), że jest mi ciepło i nie jestem upocona jak świnia. 

4. Dla miłośników metek to raj. Za 3zl dorwałam jedwabną chustę vintage Hermesa, która jest warta ok. 1000zł, wełnianą dwurzędową marynarkę czy sweter Hugo Bossa z wełną jaka w składzie, kultowe Levis’y, sweterek i spodnie escada i wiele innych. 

5. Na nic się nie nastawiać. To, że jednego dnia wyjdziesz z lumpa z torbami ciuchów nie oznacza, że zawsze tak będzie. Może okazać się, że przy następnej okazji nie złowisz nic. To loteria, ale nie warto się zniechęcać. Zresztą mnie to np uspokaja, traktuje ten rodzaj spędzania czasu jako formę relaksu i niecierpliwie czekam kiedy będę mogła wyskoczyć na łowy. Ostatnio przyznałam Miśkowi, że jak mam zbyt długą przerwę od lumpowania to czuję się jak na głodzie, myśle tylko o tym, żeby poszperać miedzy wieszakami.

Lumpowanie uzależnia ;)

A Ty lubisz zakupy z drugiej ręki? Jeśli tak to pochwal się zdobyczą, z której jesteś najbardziej dumna :)

Zamyślona dziewczyna ubrana w karmelowy płaszcz stoi na tle sciany


Buziaki,
N.

Brak komentarzy: