Kiedy dowiedzieliśmy się o drugiej ciąży trochę spanikowałam, mimo że ją planowaliśmy. Pojawił się ogrom wątpliwości czy na pewno damy sobie radę a co gorsza rady tych bardziej doświadczonych wcale nie by optymistyczne. Słyszeliśmy same negatywy, że będzie ciężko, ze hardcore, że jazda bez trzymanki i tym podobne frazesy. Szczerze? Nastawiałam się na piekło na ziemi, nieprzespane noce i niewiadomo co jeszcze.

Dziś Mania skończyła 3 miesiące i z tej okazji podsumujmy sobie nasz czas we czwórkę. 

Niemowlę ze smoczkiem w buzi leży na łóżku obok balona z cyfrą 3

Mania

Przez pierwszy miesiąc zachowywała się jak książkowy noworodek. Spała, jadła, załatwiała się, wisiała na cycu dniami i nocami. Jej potrzeba bliskości była naprawdę wysoka a ja jestem szalenie wdzięczna, że mogłam jej to zapewnić bez obaw, ponieważ Misiek był z nami w domu do momentu, aż Mania skończyła 5 tygodni i to on zajmował się w tym czasie Zuzą.

Cholernie bałam się jak to będzie, kiedy zostaniemy w domu same. Bałam się, że nie dam sobie rady sama z dwójką małych dzieci, że nie ogarnę tego, że moja psychika tego nie ogarnie. Ale jak wszyscy wiemy strach ma wielkie oczy i w tym przypadku właśnie tak było. Los okazał się dla mnie szalenie łaskawy, albo może instynkt nie dał mi się pogubić w tym wszystkim. Czasem zastanawiam się skąd we mnie tyle dodatkowych możliwości, o których w życiu bym nie pomyślała. I nie mogę powiedzieć, ze jest łatwo bo nie jest. Czasem jest kurewsko ciężko, zdarzają się takie dni, kiedy obie płaczą a ja razem z nimi bo nauczyłam się uwalniać emocje na bieżąco i to faktycznie pomaga, a zdarzają się też takie, kiedy nawet uda mi się je uśpić w jednym czasie. Zgadnijcie co wtedy robię? NIC 🤣 Nie rzucam się w wir sprzątania (no może czasem), nie czytam, nie nadrabiam seriali. Siadam na kanapie z kubkiem kawy i delektuje się ciszą. Wspaniałe to uczucie i czekam na nie każdego dnia, choć niestety nieczęsto się to udaje. 


W drugim miesiącu swojego życia Mania już się trochę ustabilizowała, dawała się częściej odkładać do łóżeczka a czas spędzony przy piersi skrócił się do minimum. Zdarzało się, że po porannym karmieniu szła  dalej spać i budziła się na trochę dłużej dopiero ok 10:00-11:00 a ja ten czas mogłam poświecić Zuzi. Przerwy miedzy drzemkami w ciągu dnia zaczęły się wydłużać, zaobserwowaliśmy wtedy pierwsze „nieśmiałe” uśmieszki i było to najsłodsze co mogło mnie spotkać. Pod koniec drugiego miesiąca zaczęła już tez gaworzyć. Najpierw skromne agu, agi abu, które przerodziło się później w rozbudowane dyskusje 😍

Trzeci miesiąc dał nam mocno popalić. Pojawił się skok rozwojowy, który Mania przeszła dość kiepsko. Z dziecka śpiącego prawie całą noc stała się marudna, znowu cały czas wisiała na cycu a ja nie wiedziałam jak mam jej pomoc i strasznie mnie to frustrowało. Była przy tym bardzo niespokojna, płaczliwa i nieodkładalna. Okazało się również, że prawdopodobnie dopadł nas kryzys laktacyjny ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Najpiękniejszą zmianą w tym czasie był świadomy uśmiech gdy tylko któreś z nas pojawiało się na horyzoncie. 

Zuza 

Od początku widać, że bardzo kocha swoją siostrę. Codziennie rano z zaspanymi jeszcze oczami pytała o „Dzidzi” jakby bała się czy nie zniknęła przez noc. Od pierwszych dni kiedy Mania pojawiła się w naszym życiu Zuza przychodzi całuje ją, przytula, robi cacy ale im Mania kest starsza tym tez częściej „dostaje po głowie”. Zuza testuje granice i czasem zdarza się, że pacnie ją w głowę albo wsadzi jej palec w oko. Pozostaje mi jedynie łudzić się, że przyjdzie w końcu ten moment kiedy jej się znudzi albo Mania będzie już potrafiła się jej odgryźć 😉

Zdarzają się tez momenty, kiedy Zuzia jest zazdrosna o młodszą siostrę. Kiedy Mania śpi a któreś z nas zajmuje się w tym czasie Zuzią i Mania zaczyna płakać, mówimy „Zuziu pójdę teraz na chwilę do Mani bo płacze i zaraz do Ciebie wrócę” za każdym razem w odpowiedzi słyszymy „Niee” 

My 

Są dni kiedy wiadro kawy to za mało i śpimy w nocy po dwie godziny na zmianę, a są też takie, kiedy oboje wstajemy wypoczęci. Najważniejsze, że dziewczynki są czyste, najedzone i uśmiechnięte. My względnie też. Cienie pod oczami da się ukryć pod korektorem (te moje cienie oczywiście 😅), a niewyspanie zalejemy kawą i jakoś funkcjonujemy. Trzy miesiące zleciały nawet nie wiem kiedy, pocieszam się więc, że w końcu nadejdzie ten moment, kiedy odeśpimy wszystkie zarwane nocki 🙂

Mama, tata i dwie córeczki siedzą na leżakach pod palmami


Trzymajcie za nas kciuki i zaglądajcie na mój Instagram. Tam codziennie coś się dzieje ☺️


Buziaki,

N.

Brak komentarzy: