Nie mogłam się zebrać, żeby napisać to podsumowanie bo trzeci trymestr mnie nie oszczędza. 


Nie mam na nic ani siły ani chęci, marzę aby czas magicznie przyspieszył do końca lipca. Wiem, że po urodzeniu Mańki wcale łatwiej nie będzie, ale chociaż moje ciało trochę odpocznie. Teraz kręgosłup już dostaje mocno w kość, brzuch nie pomaga, przekręcanie się z boku na boku w łóżku to nie lada przedsięwzięcie a i psychicznie czasem nie daję już rady dlatego odliczam dni do końca. 

Kosmetyki do włosów i ciała

Wracając do meritum. W maju królowały u mnie polskie marki. Skupiłam się na produktach do włosów i ciała. Włosowy post planuję osobno, chcę w nim zawrzeć produkty, których używam, metody pielęgnacyjne, które mi się sprawdziły i efekty tych działań ale postanowiłam przetestować najpierw jeszcze jeden plan pielęgnacyjny i porównać ich efekty, dlatego muszę przełożyć to w czasie w związku z tym nie będę zwlekać z opowiedzeniem o tych trzech produktach, które dotychczas używałam.

Tu możesz sprawdzić co było hitem a co kitem w kwietniu.

1. Żel pod prysznic YOPE mandarynka i malina.

YOPE komunikuje, ze ich żele maja 97% składników naturalnych. Obiecują delikatne mycie i poprawę nawilżenia skóry. A jak jest naprawdę? Pierwszy raz miałam okazję używać produktu do mycia ciała, który mnie nie wysuszył. Czułam, że skóra jest dobrze umyta ale nie pojawiło się uczucie ściągnięcia, które jest wszechobecne w żelach pod prysznic. Osobiście nie znoszę tego efektu i szukałam czegoś, co zostanie ze mną na dłużej. I oto jest! YOPE to mój faworyt wśród żeli do mycia ciała. Jeśli nie masz problemów z przesuszoną skórą to nie ma potrzeby smarować skóry balsamem bezpośrednio po myciu, bo żel o dziwo pozostawia uczucie komfortu na skórze. Jeden minus to zapach. Wszystko co cytrusowe kupuje w ciemno, bo kocham tę świeżość. Ale tu ... No niewypał totalny. Maliny nie czuć wcale a ta mandarynka ... miałam wrażenie jakbym myła się płynem do mycia naczyń. To go absolutnie nie przekreśla, już kupiłam kolejny - cedr i gorzka pomarańcza. Tym razem jednak nie kupiłam kota w worku i powąchałam zanim zabrałam go do kasy :D 

PS: jest super wydajny. Tego pierwszego używam bo nie lubię niczego wyrzucać, chyba że szkodzi mojej skórze. Stosuje go od miesiąca codziennie a nadal jest 1/4 opakowania.

 

Ocena: 5/5


Cena: regularna ok 20zl za 400ml, ale można znaleźć w promce za 12-15zł i tak też staram się je kupować 


Skład:

Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate,  Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Disodium Cocoyl Glutamate, Sorbitan Sesquicaprylate, Poligliceryl-3 PCA, Sodium Sheabutteramphoacetate, Glycerin, Citrus Nobilis Peel Extract, Fragaria Ananassa Fruit Extract, Rubus Ideaud Fruit Extract, Rubus Fruticosus Fruit Extract, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Limonene, Hexyl Cinnamal.


2. Śmietanka do ciała Fluff.

Balsam o lekkiej konsystencji w ładnej, wygodnej tubie, trochę się marze na skórze ale podobno naturalne składy mają niestety tę tendencję. Mimo wszystko dość szybko się wchłania i długo utrzymuje poziom nawilżenia jak na drogeryjny balsam, ale zapach? No nie. Zapach to jakaś pomyłka. Brzoskwinia z karmelem to nawet nie brzmi dobrze. Pachnie jak przejrzała brzoskwinia z przypalony karmelem. Fuj! Ale to akurat mój błąd bo kupowałam go na szybko i spojrzałam tylko na działanie a na zapach już nie ... Ogólnie produkt fajny, jeśli znajdę tę sama konsystencje ale o innym zapachu to może się skuszę. 


Ocena: 4/5


Cena: regularna ok 15zł, w promce 10-11zl


Skład: 

Aqua, Cocos Nucifera Oil, Butyrospermum Parkii, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Stearic Acid, Parfum, Shorea Robusta Seed Butter, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Cl 15985, Cl 16035.


3. Anwen pump it Up mgiełka unosząca włosy u nasady 

Opakowania Anwen do mnie nie przemawiają. Są proste, infantylne, wizualnie jak dla nastolatek, ale lubię wspierać polskie marki szczególnie te, które nacisk kładą na naturalne składniki, dlatego kupiłam te mgiełkę. Produkt nadaje się do każdego rodzaju włosów bez względu na porowatość, nakładamy go na umyte włosy i czekamy aż same wyschną albo suszymy. Nie oczekiwałam cudów, zależało mi aby włosy odbiły od skóry bez konieczności suszenia bo często nie mam na to czasu, zazwyczaj schną same a to nie sprzyja objętości. Niestety nie widać jakiejś znacznej różnicy kiedy włosy wyschną same, po wysuszeniu owszem ale nie wiem czy to zasługa mgiełki czy tego, że włosy u nasady zawsze suszę z głową do dołu. Niestety nie polecam bo nie spełnił moich oczekiwań. W mojej opinii nie robi nic nadzwyczajnego. Plus za to, że nie skleja włosów.


Ocena: 2/5


Cena: 18-25zł


Skład:

Aqua, Polyquaternium-110, Linum Usitatissimum Seed Extract, Althea Officinalis Root Extract, Prunus Amygdalus Dulcis Fruit Extract, Niacinamide, Panthenol, Cetrimonium Chloride, Polyquaternium-10, PVP, Polysorbate 20, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Sodium Hydroxide, Parfum.


4. Sylveco szampon pszeniczno-owsiany

Szampon proteinowy, delikatnie myjący. Przez brak SLS w składzie słabo się pieni ale super oczyszcza. Wystarczy jedno mycie i włosy są sypkie po wyschnięciu a do tego sam produkt pięknie pachnie. Trawa cytrynowa dodaje świeżości i przywołuje lato. Uwielbiam takie zapachy. 

Szampon jest tez szalenie wydajny, stosuje go już 3 miesiące i mam jeszcze ok 1/3 butelki. 

Na pewno kupię ponownie coś z portfolio marki, ale poszukam tym bardziej czegoś bardziej emolientowego dla porównania. Ogromny plus za to, że dotychczas włosy myłam dwa razy, teraz wystarczy tylko raz.


Ocena: 5/5


Cena: ok 25/30zl


Skład

Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Mel Extract, Coco-Glucoside, Panthenol, Hydrolyzated Oats, Hydrolyzated Wheat Protein, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Citral


5. Sylveco odżywka wygładzająca 



Prosta butelka z pompką, wygodna w użyciu. Produkt zaskakuje bo nie jest gęsty jak typowa odżywka, wręcz przeciwnie jest jakby wodnisty, lejący. Trzeba nauczyć się jej używać. Ja przyzwyczajona do gęstszych konsystencji miałam wrażenie, ze moje włosy ja wypijają, pochłaniają wszystko i dokładałam kolejne pompki. Pierwsze kilka użyć nakładalam tyle ile normalnie i włosy były splątane, ciężko było je rozczesać, dlatego zaczęłam nakładać jej więcej i więcej licząc na lepszy efekt końcowy. Faktycznie pomogło, bo włosy łatwo można było rozczesać, nie się plątały. Zapach fajny, leśny. Wydajność tez na +, stosuje równo z szamponem czyli 3 miesiące pomimo dużej ilości, która trzeba nałożyć. Fakt faktem zostało jej mniej niż szamponu ale mam tak z każdą odżywką. Z działania jako standardowa odżywka nie jestem zadowolona, bo to jednak za mało na moje wymagające włosy, ale genialnie sprawdza się do emulgowania oleju, więc chyba ponownie się na nią zdecyduję własnie dlatego.


Ocena: 3,5/5


Cena: 25/30zł


Skład

AQua, Cetyl Alcohol, Sucrose, Vitis Vinifera Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Stearic Acid, Arctium Lappa Extract, Panthenol Decyl Glucoside, Argania Spinosa Kernel Oil. Glyceryl Oleate, Lactic Acid, CyamopsisTetragonoloba Gum, Sodium Benzoate, Cocamidopropyl Betaine, Pinus Silvestris Oil.




Stosowałyście któryś z tych produktów? Jakie są wasze odczucia? Dajcie znać w komentarzu!




Buziaki,

N.


Brak komentarzy: