Muszę bo się uduszę!

Zapewne część z was spotkała się już z burzą wywołaną przez instagramowy post Pięknej Pani z internetów, estetki, którą tak bardzo kole w oczy właśnie brzydota. Brzydota, która zaburza jej idealny świat pokazany na zdjęciach z zawsze nienaganną fryzurą, makijażem, uprasowanym ciuchem i bez żadnego wora pod okiem. Może dla niej to normalne życie kiedy czuwa nad nim sztab stylistów, makijażystek, fryzjerów i niań ale czy dla nas, zwykłych „Kowalskich” takie życie jest normalne?

Nie! Totalnie się z tym nie zgadzam i poczułam potrzebę zabrania głosu. Dość już wyidealizowanych profili w socjalach. Dość już zakłamania, które jest właśnie największym problemem. Zakłamania i przerysowania, które zaburza realne odbieranie świata.
Później taka zwyczajna Krysia czy Basia napatrzy się na te piękne obrazki i jak myślisz? Co dzieje się w jej głowie? To właśnie tu zaczyna się problem z samooceną i akceptacją siebie, swojego ciała, swoich argumentów.
Bo wszyscy tak pięknie wyglądają a ja nie. Bo to coś ze mną jest nie tak. Bo wszyscy tak super ogarniają życie, macierzyństwo i inne sprawy to co ja robię źle, że nie umiem w to żyćko tak jak oni?
To jest właśnie czas na to, aby normalizować prawdziwe życie, pokazywać jak jest naprawdę, a nie jak wygląda ono przez pryzmat filtrów i ustawionych kadrów dopasowanych do siatki instagrama. 


I wiesz co? Ja też byłam taką nastolatka chowająca się za włosami z teksu Pięknej Pani. 


Całe życie na diecie, bo okładki gazet i bliskie mi osoby wmawiały mi, że jestem za gruba, że muszę schudnąć bo to czy tamto. Teraz jak patrzę na stare zdjęcia to zastanawiam się, jak mogłam się tak katować, przecież byłam normalną dziewczyną. Może nie miss 90/60/90 ale wyglądałam normalnie. Do tej pory zostało mi takie postrzeganie siebie, zawsze wydaje mi się, że jestem za gruba. Szukając zdjęcia, które będzie dobrym przykładem natrafiłam na setki starych zdjęć, na których w momencie robienia zdjęcia wydawało mi się, że wyglądam koszmarnie a teraz widzę na nich fajną laskę. 
A jaka jest historia tych dwóch zdjęć? Szukałam sukienki na wesele. Znalazłam, zakochałam się, ale przecież jestem do niej za gruba. Tu brzuch wystaje, tam coś. Kupiłam ją ale wprowadziłam dwutygodniową głodówkę, żeby pozbyć się "grubego brzucha, który za bardzo wystawał" sic!


Wypadek, który zostawił na moim ciele blizny - niemałe blizny bo ok 40% powierzchni ciała. Wstydziłam się ich na początku, nosiłam długie rękawy, czułam na sobie wzrok ludzi, których mijałam na ulicy. Dużo pracy kosztowało mnie, aby polubić się ze sobą, zaakceptować to jaka jestem i to co wydawało mi się wadą przekuć w atut. A teraz Piękna Pani skategoryzuje mnie jako brzydotę? No kurwa nie!


Jako młoda dorosła chowałam twarz za toną makijażu, bo przecież wstyd wyjść bez niego na ulicę, nawet po bułki do sklepu szłam w makijażu bo moja skóra nie jest doskonała i nieskazitelna jak u tych pięknych pań z internetu. Bo się czerwieni, bo mam pryszcza na czole czy cienie pod oczami. No mam i co? Przepracowałam to. Lubię siebie i nikt nie ma prawa tego umniejszać.


Kiedyś 


vs. dziś 



Później zostałam mamą i zewsząd uderzyły we mnie obrazki idealnie pięknych mam, zawsze ogarniętych, ładnie ubranych ze śpiącym dzieciątkiem na rekach.
Karmienie piersią? Przecież to nic trudnego. Normalna sprawa. Do tego zawsze posprzątane mieszkanie, obiad przygotowany na czas i wypoczęci uśmiechnięci rodzicie. I ja głupia serio uwierzyłam, że tak to wygląda. Jakież było moje zdziwienie, kiedy oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością. 

Urodziłam dziecko, które okazało się być high need baby i pierwsze dwa miesiące życia spędziłam na kanapie w samej bieliźnie z dzieckiem na brzuchu bo nie dało się jej odłożyć. Kiedy byłam z nią sama to nie było mowy o zrobionych włosach, makijażu, posprzątaniu mieszkania czy ugotowaniu obiadu. Ba! Nawet nie było mowy o zjedzeniu czegokolwiek czy umyciu się. I o zgrozo nie miałam niani, która odwali za mnie brudną robotę bo zwyczajnie mnie na to nie stać. Nawet babć nie miałam pod ręką, bo mieszkają ponad 100km od nas. Musiałam radzić sobie sama i robiłam co mogłam ale z tylu głowy miałam myśl, że zawodzę na wszystkich płaszczyznach bo nie ogarniam tego żyćka jak należy.

Karmienie piersią? Miało być takie łatwe i instynktowne. Gówno prawda. Nie podołałam i właśnie przez to, że zewsząd zasypują nas treści, że kp jest jedynym słusznym wyborem a mm to zło prawie wpadłam w depresje a moje dziecko wylądowało w szpitalu. Niemal czułam tę naklejkę na czole z napisem „zła matka”.
Miał to być piękny, szczęśliwy czas ale tylko ja wiem ile łez wylałam w tym czasie w poduszkę. 


Już nie wspomnę jak moje ciało wygląda po dwóch ciążach. Ile dodatkowych kilogramów mi towarzyszy, ile rozstępów czy innych niedoskonałości. Aktualny bilans +30kg a jeszcze nie urodziłam. Czy dobrze mi z tym? Nie, ale nie mam na to aktualnie wpływu. Zajmę się tym kiedy tylko będę mogła a #bodypositive pomaga mi przetrwać ten czas. Moje ciało wyprodukowało dwoje małych ludzi w ciągu ostatnich dwóch lat i ogromnie je za to szanuję. Miało prawo się trochę wyeksploatować bo wykonało cholernie ciężką pracę ale nikt nie ma prawa powiedzieć, że przez te +30kg jestem brzydotą!


Koniec tego. Każda z nas ma prawo do słabości, zmęczenia, gorszego dnia czy po prostu do odpuszczenia bez przyczyny. Każda z nas ma prawo założyć szorty mimo niedoskonałych nóg, wyjść na ulice bez makijażu, henny na brwiach czy z odrostem na włosach. Każda ma prawo mieć bałagan w mieszkaniu i czuć się z tym dobrze. Bo to wszystko nie definiuje nas jako ludzi, brzydota nas nie definiuje, a to co sobą reprezentujemy i jakimi jesteśmy ludźmi. W środku a nie na zewnątrz.


Dlatego zdecydowałam się na tego bloga. Żeby mówić jak jest naprawdę i uchronić choć jedną młoda mamę przed tym idealnym zakrzywieniem rzeczywistości. Żeby miała świadomość jak wygląda prawdziwe życie z dzieckiem a nie widziała tylko to wyidealizowane na obrazkach instagrama. I wkurwia mnie kiedy czytam takie teksty jak u Pięknej Pani, bo właśnie one robią wiele złego. 


Jesteś piękna, jesteś wyjątkowa, jesteś cudem. Jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka, jesteś najlepszą wersją siebie. 


Pamiętaj o tym. 


PS: Celowo nie wspominam o kogo chodzi bo to niepotrzebne podbijanie zasięgów, chyba, że Pani Agnieszka taki właśnie miała cel publikując ten post.


Buziaki,

N.

Brak komentarzy: