Mama i córka w piaskownicy

Kiedy urodziła się Zuzia już z Miśkiem rozmyślaliśmy kiedy będzie najlepszy moment na drugiego bobasa. Chcieliśmy, żeby nasze dzieci miały niewielką różnicę wieku, bo dla nich to świetne rozwiązanie. Będą się razem rozwijać, uczyć od siebie nawzajem. Zajmą się sobą a my będziemy mieli chwilę "wolnego" ;) 
No i stało się. Planowo będzie to różnica niecałych 14 miesięcy. Czy to dobrze czy nie, jeszcze nie wiem. Będę mogła rozwinąć ten temat kiedy już go doświadczę, natomiast kiedy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży Zuza miała 5 miesięcy. Właściwie to wyszło to zupełnie przypadkiem bo chwilę przed swoimi trzydziestymi urodzinami postanowiłam zrobić test na wszelki wypadek. Mieliśmy wszystko zaplanowane, ale chciałam się upewnić czy będę mogła odpowiedni uczcić ten dzień. No i bang! 2 kreski. (zerknij jak to było za pierwszym razem)
Najpierw byłam w szoku, bo jak to tak szybko? Później miałam chwilę zwątpienia, no bo jak poradzę sobie z opieką nad Zuzą będąc w zaawansowanej ciąży - przecież ona będzie jeszcze taka malutka. 
No i oto jestem w 31 tygodniu, więc co nieco mogę już powiedzieć. 
Początki były ciężkie bo cały czas bym spała - podobnie jak w pierwszej ciąży. Na szczęście ominęły mnie mdłości i wymioty bo to ciężko byłoby pogodzić z opieką nad Zu. Kawa stawiała mnie na chwilę na nogi i jakoś przetrwałam ten czas.
W drugim trymestrze brzuch wyskoczył mi w momencie. Mam wrażenie, że pojawił się z dnia na dzień no i zaczęło się robić coraz ciężej. Miałam kilka kryzysów. Płakałam Miśkowi w rękaw, że co ze mnie za matka, skoro nie mam siły zająć się dzieckiem, że nie chcę, żeby tak było bo Zuza na tym traci. Hormony wzięły górę, co tu dużo gadać. Kręgosłup średnio dawał radę więc musiałam kombinować bo Zuza jest z tych, które usypiają na rękach. Próbowałyśmy bujać się na siedząco, w wózku z marnym rezultatem. W końcu weszłam w trzeci trymestr, a brzuch solidnie się zaokrąglił. Ból pachwin i spojenia łonowego daje w kość, do tego łapie rwa kulszowa, nie wspominając o kręgosłupie. W końcu Misiek wpadł na pomysł, żeby spróbować usypiać ją czytając jej bajki na dobranoc. I to był strzał w 10. Zajmuje to fakt faktem dużo więcej czasu a ona krąży jak satelita po pokoju dopóki się nie zmęczy, ale w końcu przychodzi, kładzie się i zasypia sama. Jestem z niej cholernie dumna bo wcześniej to byłoby nie do pomyślenia. Pokaże Wam co czytamy w osobnym poście dotyczącym biblioteczki malucha. 

Zuza też już wiele rozumie, staramy się jej tłumaczyć wiele rzeczy, "angażować ją" w zadania domowe. Rozładowywanie zmywarki i wstawianie prania to jej ulubione zajęcia :D 

Dziecko rozładowuje zmywarkę

dodatkowo pomaga mi też ściągać pranie, które dopiero zdążyłam powiesić ... :D 
Cieszę się też, że już chodzi za rączkę, bo nie muszę jej nosić kiedy jesteśmy same, tylko wszędzie spacerujemy. Jednocześnie ona szlifuje swoje umiejętności i mój kręgosłup nie dostaje w kość ;) Najbardziej boli mnie tylko, że nie mogę wyjść z nią na spacer, ale doświadczenia w pierwszej ciąży plus fakt, że mieszkamy na drugim piętrze bez windy niestety mocno mnie ograniczają. Sama mam problem czasem wejść po schodach do domu a co tu mówić z Zuzą na rękach. Pod tym względem odliczam już dni do porodu a tymczasem wychodzimy całą trójką :)

Rodzina na spacerze

A jak radzę sobie z obowiązkami domowymi? Nie radzę sobie i żyję. Nauczyłam się w pracy zawodowej ustalać priorytety i aktualnie stawiam komfort swój i Zuzki ponad porządek w mieszkaniu. Jeżeli mam siłę na sprzątanie, to z chęcią to zrobię ale nic na siłę. No i mam Miśka. Podziwiam go i jestem mu cholernie wdzięczna za jego zaangażowanie bo robi naprawdę dużo. Czasem mam wrażenie, że ponad swoje siły, więc zdarza mi się wysłać go na przymusową drzemkę kosztem sprzątania, bo potrzebuję go żywego i z odrobiną energii. Porządek nie jest teraz moim priorytetem (oczywiście mam na myśli bałagan bo względy higieniczne muszą być zachowane). 

Jakie są Twoje doświadczenia związane z opieką nad dzieckiem i wykonywaniem obowiązków domowych w ciąży? Podziel się nimi w komentarzu. 

Buziaki,

N.

.

Brak komentarzy: