Karmienie piersią vs mleko modyfikowane

Będąc w ciąży z Zuzią w mojej głowie rysował się plan, że na pewno będę karmić piersią przynajmniej do roku. Z każdej strony bombardowały mnie treści idealizujące karmienie piersią, bo to najlepsze co matka może dać swojemu dziecku, bo tak trzeba, bo taka moja rola, bo będzie zdrowsza bla Bla BLA! 

Zuzka przyszła na świat jako wcześniak, w szpitalu nie dostałam żadnej pomocy w sprawie laktacji. Kiedy okazało się, że za mało przybiera na wadze położne zamiast szukać przyczyny od razu chciały wciskać w nią mleko modyfikowane. Odwlekałam tę decyzję ile mogłam, sama poprosiłam o pomoc przy obsłudze laktatora bo nikt z taka propozycja nie wyszedł.

Dowiedziałam się wtedy o metodzie 753 czyli pobudzaniu laktacji. Jest to metoda, według której ściągamy na zmianę z obu piersi po 7,5 i 3 minuty. Próbowałam ale Zuzia płakała coraz dłużej, więc zdecydowałam, że dokarmię ją mieszanką, żeby za bardzo nie spadła z wagi, a w domu będziemy pracować nad laktacją. Po powrocie do domu wszystko było ok, waga ładnie szła w górę aż do momentu, kiedy na wizycie kwalifikującej do szczepienia okazało się, ze przez ostatnie 3 tygodnie przybrała mi tylko 200g. 

Moja głowa już wtedy była przesycona informacjami dotyczącymi kp i to zapędziło mnie w kozi róg. Czułam się jakbym miała podawać mojemu dziecku truciznę a nie pokarm, który niezbędny jej jest do funkcjonowania (Halo! Przecież wszyscy mówili, że pokarm matki jest najlepszy!) Czułam się niepełnowartościowa, bo nie umiem wykarmić swojego dziecka, czułam że zawiodłam, bo nie udało mi się być matką Polką karmiącą. Dodatkowo dobijały mnie komentarze najbliższych „No bo głodna była tyle czasu”, „No bo trzeba było jej dać butlę”. To był straszny czas dla mojej psychiki, bo nie dość, że sama biczowałam się w myślach to jeszcze kiepskie wyniki Zuzi, anemia, szpital wbiły gwóźdź do trumny.

Dostała butle na stałe jak miała 2,5 miesiąca i ku mojemu zdziwieniu nie otruła się! Zaczęła normalnie przybierać ma wadze, przestała płakać, dopiero zobaczyłam jak pogodne i uśmiechnięte potrafi być moje dziecko. I dopiero wtedy do mnie dotarło. Czemu tak późno do cholery! Jak mogłam do tego dopuścić?? Jak mogłam dać sobie tak wbić do głowy, że kp to jedyna słuszna droga. 

Próbowałam jeszcze podnieść laktację laktatorem, pompowałam jeszcze 1,5 miesiąca kilka razy dziennie, ale 50-70ml na sesję to był maks moich możliwości. Cieszyłam się, że choć tyle bo w ciągu dnia udało mi się uzbierać jedną porcję a to zawsze coś. Odpuściłam jak Zuza skończyła 4 miesiące. 

Moje dziecko je z butelki i wcale nie jest gorsze od tego karmionego piersią. Nie choruje, przybiera na wadze nawet lepiej niż powinna. Jest wcześniakiem ale umiejętnościami w żaden sposób nie odstaje od swoich rówieśników. Jest wesoła, uśmiechnięta, kontaktowa i ciekawa świata jak każde inne niemowlę. I jest karmiona butelką. 

Jeśli właśnie spodziewasz się dziecka albo jesteś świeżo upieczoną mamą pamiętaj, że nie ma nic złego w mleku modyfikowanym. Nie daj sobie wmówić tych bzdur. Zdrowie dziecka jest najważniejsze. Nie ma w tym nic złego, nie będziesz przez to gorszą mamą, nie spowoduje to osłabienia więzi z dzieckiem. Powiem więcej. Będziesz mogła się wyspać bo z butelki karmić może również tata.

Oczywiście nie oznacza to, że zmieniłam diametralnie podejście do kp. Przy drugim dziecku na pewno podejmę próbę karmienia bogatsza o te wszystkie doświadczenia, ale nie za wszelką cenę.

Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko! I tego się trzymajmy.

Dziecko karmione mlekiem modyfikowanym z butelki

Buziaki,

N.

2 komentarze:

  1. Natka rozumiem Cię w 100% przeszłam to samo, i wcale nie uważam sie za gorsza mamę, teraz czekam na dniach na druga moja pociechę i tez podejmę walke ale nic na siłę �� szczesliwa mama=szczesliwe dziecko ������

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już też tak nie uważam, ważne że Zuzia dobrze się rozwija ale było ciężko na początku, bo gdzie się nie wejdzie to wszędzie jest nagonka na mm. Trzymam za was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń