Mam wcześniaka.

Zuzia przyszła na świat jako tzw. późny wcześniak w 35+4. Urodziłam ją w szpitalu, który z reguły nie przyjmował porodów przedwczesnych, ale ze względu na to, że w 30tc dostałam zastrzyk sterydowy przyspieszający rozwój pęcherzyków płucnych Zuzi zdecydowali się nas przyjąć. Teraz już wiem jak ogromny błąd popełniłam jadąc w ogóle do tego szpitala ale to był najbliższy szpital i w sytuacji odchodzących wód ten wybór wydawał się jedynym słusznym.

Zuzia urodziła się z 2980g i 53cm, dostała 10pkt w skali Apgar. Nie wykazywała żadnych oznak wcześniactwa i tak też traktował ją personel szpitala. Byłyśmy tam 6 dni ze względu na zbyt duży spadek wagi i żółtaczkę i przez ten czas ciągle słyszałam "a no tak, to ten wcześniak, a w ogóle nie wygląda." 

Dziecko naświetlane w celu leczenia żółtaczki noworodkowej.

Problemy zaczęły się po miesiącu. 

Zuzia była karmiona tylko piersią i przez pierwszy miesiąc wszystko było dobrze, dopiero w drugim miesiącu życia zaczęła przeraźliwie płakać. Płacz był nie do opanowania, na samą myśl mam ciarki. Nic nie pomagało iwiele było momentów kiedy wyłam razem z nią - z bezsilności, z przerażenia.
Oczywiście jedyna słuszna diagnoza w takich przypadkach to KOLKI. Słyszałam jedynie "trzeba to przetrwać, to normalne, podawać krople". Dziecko przestało przybierać na wadze a lekarz po mojej uwadze, że  za mało przybrała stwierdził "no faktycznie to za mało, proszę obserwować". Aż pewnego dnia moje dziecko przestało jeść. Byliśmy przerażeni. Morfologia wykazała niedokrwistość i skierowano nas do szpitala.

W szpitalu okazało się, że przez wybór niewyspecjalizowanego szpitala do porodu wpadłyśmy w błędne koło. Każdy wcześniak powinien z automatu dostawać suplementację żelaza, gdyż nie miał możliwości zmagazynować odpowiednich ilości w łonie matki. Zuzia takiego zalecenia nie dostała. Przełożyło się to na brak siły, żeby jeść z piersi, przez co automatycznie produkowało się za mało mleka, zjadała za mało i nie przybierała na wadze, co znowu doprowadziło ją do anemii i niedożywienia oraz do spadku ilości pokarmu.

Niemowlę w łóżeczku szpitalnym na oddziale żywienia

Całe szczęście mam silną i waleczną dziewczynkę i już po 3 dniach byłyśmy z powrotem w domu. Przeszłyśmy na mleko modyfikowane a ja walczyłam o laktację jak lwica. Niestety nie udało mi się jej rozkręcić. Godziny spędzone przy laktatorze wspominam jak najgorszy koszmar, ale zaciskałam zęby, bo robiłam to dla niej. Wytrzymałam 1,5 miesiąca ściągając tylko jedną porcję dziennie (zbieraną przez cały dzień, bo ściągałam 20-40 ml z obu piersi podczas jednej sesji), aż w końcu ilości zaczęły spadać i w końcu się poddałam.

Jak Zuzia sobie z tym poradziła?

Żelazo na ten moment ma w miarę ustabilizowane, jednakże cały czas musimy pilnować, aby odpowiednia jego ilość znalazła się w diecie. Przy okazji postu o rozszerzaniu diety udostępnię wam tabelę z produktami bogatymi w żelazo, może jakieś pomysły na dania dla niemowlaka. 
Jeżeli będzie to mogło pomóc choć jednej mamie zmagającej się z podobnym problemem co my, to będę mega szczęśliwa :) 

Poza brakiem żelaza zmagałyśmy się jeszcze z obniżonym napięciem mięśniowym i asymetrią, ale odpowiednio wcześnie zareagowaliśmy i ćwiczenia z fizjoterapeutą bardzo szybko pomogły nam nadrobić zaległości. Do tego stopnia, że Zuzia rozwija się już zgodnie z datą urodzin a nie z korygowaną. Jest bardzo ruchliwym dzieckiem, wszędzie jej pełno i co najważniejsze - uśmiech nie znika z jej pięknej buźki :) 

Mama i córka, pocałunek, uśmiech

Buziaki,

N.

Brak komentarzy: