It's a Girl!

Kiedy pierwszy raz poczułam ruch wiedziałam już kto mieszka w moim brzuchu. 
Po długich dyskusjach na temat imienia ostatecznie padło na Zuzię. No i w końcu mogłam poszaleć z zakupami, choć przyznaję, że wcześniej już kupiłam kilka rzeczy w neutralnych kolorach, no bo jak tu się powstrzymać widząc wszystkie te piękne, maleńkie rzeczy?!
It's a girl, to będzie dziewczynka.
 Łóżeczko kupiliśmy dość wcześnie i w zamyśle (moim) miało stać w kartonie, czekając na swoją kolej. Niestety przegrałam tę bitwę. Misiek uparł się, ze złożymy je tylko na chwilę, żeby zobaczyć jak będzie wyglądało. Ochom i achom nie było końca a łóżeczko czekało na lokatorkę od 5 miesiąca ciąży bo „Przecież już jej powiedziałem, że tata przygotował dla niej łóżeczko to jak mam je teraz schować? Nie mogę jej okłamać”. Tata przepadł na amen!

Jak przebiegała moja ciąża?

Pierwszy trymestr był dla mnie dość łaskawy, ominęły mnie mdłości, wymioty czy wstręt do zapachów. Pracowałam do piątego miesiąca ciąży choć zmęczenie, które mi towarzyszyło było niewyobrażalne. Przysięgam, że gdybym potrafiła spać na stojąco to przespałabym pierwsze trzy miesiące bez chwili zawahania. 


Mama w trzecim miesiącu ciąży, zdjęcie w lustrze zrobione Iphonem 8

W drugim trymestrze energia wróciła a ja czułam, że mogłabym góry przenosić. Pojawił się tylko wstręt do mięsa, a każde przejście tuż obok lodówki z mięsem kończyło się odruchem wymiotnym. Poza tym spacerowaliśmy ile tylko się dało, trochę pozwiedzaliśmy.


Mama w piątym miesiącu ciąży, zdjęcie w lustrze, zrobione Iphonem 8

I wtedy przyszedł on - COVID-19. 

Nikt nie wiedział co nas czeka, czy się bać czy zupełnie nie, robić zapasy jak na wojnę czy odpuścić. Jednogłośnie z Panciem podjęliśmy decyzje, że rezygnujemy z pojawiania się w zatłoczonych miejscach, ze spotkań ze znajomymi z obawy o zdrowie Zuzi. Wtedy łudziliśmy się, że to przecież tylko dwa tygodnie - damy radę! Jak się później okazało koronawirus zamknął mnie w domu na trochę dłużej. Nawet na spacer nie można było już wyjść swobodnie. Zamknięte restauracje, kina, teatry nawet parki i lasy. O zgrozo! Kombinowałam jak mogłam, żeby nie zwariować, aż wpadłam na szydełkowanie. Pochłonęło mnie to do reszty. Zaczęłam dziergać ubranka dla Zu, maskotki (oczywiście wszystkiego ucząc się sama) w międzyczasie rzucając okiem na coraz to głupsze pozycje na netflixie. 


Sweterek własnoręcznie zrobiony na szydełku, opaska wiązana na głowę, buty Nike, spodnie River Island z second handu

Zestaw - czapka, buciki, opaska, sukienka własnoręcznie zrobione na szydełku

Słyszałam do tej pory, że tak ładnie wyglądam, że to nie możliwe, że spodziewamy się dziewczynki. Na pewno będzie chłopak. 

Trzeci trymestr to był przełom. Brzuch coraz większy, puchnące nogi, palce, twarz, bezsenność, zaparcia, kaczy chód, ból bioder i kolan spowodowany nadmiarem hormonów, które w ciąży rozmiękczają stawy aby miednica mogła się odpowiednio rozciągnąć. Niestety ten czas wspominam najgorzej.


Mama w siódmym miesiącu ciąży, zdjęcie w lustrze, zrobione Iphonem 8. Krótka, żółta hiszpanka, tatuaż róże na ramieniu.

Nagle zaczęłam odczuwać bóle brzucha, napinał się nadmiernie, czułam delikatne skurcze. To był 28 tc. Lekarz kazał brać nospę i nie przemęczać się ale nie było widać poprawy. W 30tc trafiłyśmy na patologie ciąży z ryzykiem porodu przedwczesnego. Szybka diagnoza - skracająca się szyjka, sterydy przyspieszające rozwój płuc dla Zuzi, leki podtrzymujące dla mnie i LEŻENIE - tydzień w szpitalu, reszta w domu. Dostałam pozwolenie na "spacer" do łazienki i z powrotem. 


Zdjęcie z łóżka szpitalnego

Wtedy miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Jak to?! Zostało 10 tygodni - 2,5 miesiąca i mam to przeleżeć?? Wydawało się to niewykonalne.

Wtedy właśnie rozwinęłam szydełkowe skrzydła, bo cóż więcej mogłam robić z kanapy? A czas wcale nie chciał przyspieszyć. 


Królik i miś wykonane własnoręcznie na szydełku

Jeżyki wykonane własnoręcznie na szydełku.

Zestaw dla niemowlaka wykonany na szydełku. Miś maskotka, miś gryzak drewniany, zawieszka do smoczka z kokardką.

Tak mijały tygodnie, aż w końcu lekarz prowadzący oznajmił mi, że za tydzień rozpoczynamy 36tc i będę mogła przestać się oszczędzać - tzn wstać z kanapy i pospacerować po mieszkaniu.

I wtedy nadszedł dzień „0”


PS: Wtedy jeszcze nieświadoma niczego dzień przed dniem „0” wrzuciłam zdjęcie z ogromnym brzuchem i wybuchającą na nim bombą na instastories a następnego dnia Zuza już była z nami - 4 tygodnie za wcześnie.


Mama dzień przed porodem



C.D.N.


Buziaki 

N.

2 komentarze: